Sprawa Żaka - Fragment XXX

Odgłos średnio ciężkiej torby upadającej na drewnianą podłogę, przeszył przestrzeń stanowiąc preludium do dźwięku otwierania zapalniczki i uruchomienia mechanizmu zapalającego. Głęboki wydech, który nastąpił po nich, pozwolił obłokowi dymu, ulecieć ku sufitowi.

- Wróciłem. - delikatnie wypowiedziane słowa nie wywarły wrażenia, na nieruchomej przestrzeni.

     Wszystko zdawało się być tak spokojne i ciche. Zupełnie jakby to miejsce opętywało umysł upojnym błogostanem. Nic tylko się oddać w jego objęcia i poddać jakiekolwiek pragnienia kształtowania swej rzeczywistości. Byłaby to propozycja, której zaprawdę bym się nie opierał, gdyby nie fakt, iż w mym domu od dawna nie czekało na mnie nic prócz koszmarów. Nie zasmucając tego świadomością mego umysłu, ściągnąłem buty i udałem się do łazienki. Dotarłszy do niej stanąłem nad umywalką i przemyłem twarz wodą. Jej ciepło sprawiło, iż poczułem się spokojnie i bezpiecznie. Wtem spojrzałem na odbijający się w lustrze błękit mych oczu. Zajęło mi dłuższą chwilę nim w końcu się przemogłem i powoli zacząłem ściągać soczewki. Pozbywszy się ich, ujrzałem zalewający me tęczówki niemal całkowicie wyblakły brąz. Skupiając się zaś na źrenicach, poczułem pustkę, która czaiła się w mym wnętrzu, czekając aż dam się jej pochłonąć. Nie rozpoznawałem odbicia, które widziałem. Zupełnie jakbym spoglądał na kogoś całkowicie mi obcego. Wzdrygnąłem się. Prawda o tym jak kruche było połączenie mej duszy z ciałem i jak niewiele dzieliło mnie od podzielenia losu innych Pustych, uderzyła prosto w me trzewia. Naraz odebrało mi oddech. Zaczynałem panikować. Czułem jak coś, zaczyna wyżerać mnie od środka. Złapałem więc papierosa, którego odłożyłem wcześniej na brzeg umywalki i wypełniłem płuca dymem. To naraz ukoił me nerwy. Opróżniając drogi oddechowe, począłem odzyskiwać wewnętrzny spokój. Ostatni raz spojrzałem w swe oczy i na powrót założyłem soczewki. Mimo, iż ponad wszystko ceniłem prawdę, nie potrafiłem oprzeć się błogości błękitnego kłamstwa, którym karmiłem nie tylko innych, ale przede wszystkim siebie. Westchnąłem głęboko, odwracając wzrok i wyszedłem z łazienki. Udałem się do kuchni, gdzie mogłem przygotować sobie kubek gorącej kawy.

- Muszę tu posprzątać… - mruknąłem spoglądając warstwę kurzu, która pojawiła się na moim palcu po tym jak przeciągnąłem nim po ekspresie. Spojrzawszy zaś przed okno na skąpany w promieniach zachodzącego słońca ogród, dodałem – I wykosić.

     Dom i cała posesja były tak zaniedbane, iż z trudem przychodziło mi przypomnienie sobie, kiedy ostatni raz tu zawitałem. Na szczęście ta informacja nie była mi do niczego potrzebna. Nie rozwodząc się więc nad tym, wyciągnąłem kubek z szafki, który następnie opłukałem i wstawiłem do ekspresu. Dwoma kliknięciami sprawiłem, iż wypełnił się on czarnym płynem. Trzecim zaś wyłączyłem maszynę. Następnie złapałem naczynie i stanąłem z nim przed oknem. Wziąłem łyk wspominając obraz mojej ukochanej bawiącej się z psem, który zwykłem niegdyś oglądać każdego ranka z tego miejsca.
     Czemu znów tu jestem? Zapytałem w myślach, po czym wziąłem kolejny łyk naparu.
Nie kwapiąc się, by sobie odpowiedzieć, udałem się do salonu. Tam rozsiadłem się wygodnie w fotelu i westchnąłem po raz niezliczony. Nagła ospałość zalała moje ciało, sprawiając iż w kilka chwil zanurzyłem się w krainie snów.


*****

Fragment XXIX                                              Spis treści                                              Fragment XXXI

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI