Upadek: Spotkanie
Pamiętam kiedy płakałem. Nigdy nie przynosiło mi to ulgi. Bardziej było sposobem na uniknięcie kary, czy powiadomieniu o jakimś przykrym zdarzeniu moich rodziców. Przypominam sobie tylko jeden moment w mym dorosłym życiu, kiedy zapłakałem. Nie chciałem tego robić, aczkolwiek pomyślałem, iż być może to mi pomoże. Nie mogłem się bardziej mylić. Z odrazą spoglądałem na swe zalane łzami oblicze. Podobne uczucie ogarniało mnie, gdy widziałem jak ktoś inny zaczynał ryczeć. Szczególnie zaś dzieci… Istniały tylko dwie osoby, których płacz budził u mnie współczucie. Tej dwójce przychyliłbym nieba, aby rozbudzić uśmiech na ich obliczu.
Dlatego chyba przemierzałem korytarze jakiegoś rozległego budynku. Łkanie, które uderzało me uszy, przyciągało mnie do siebie budząc w mym sercu to kruche uczucie. W końcu udało mi się dotrzeć do pomieszczenia, w którym znajdowało się źródło tego dźwięku. Wkroczywszy do niego, usłyszałem wątły krzyk i odgłos upadającego bezwiednie ciała. Po tym nastała cisza, przerywana jedynie przez powolne uderzenia serca. Przez chwilę wsłuchiwałem się w ten odgłos, czekając reakcji wystraszonej osoby. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Dziwne. Nie wiedziałem, iż w tej rzeczywistości można stracić przytomność. Starając się być jak najbardziej ostrożny, zbliżyłem się do bijącego serca, by uświadomić sobie jak kruche ono się wydaje. Przerażony tym faktem, postanowiłem coś uczynić. Cóż jednak? Na pewno musiałem przenieść gdzieś tą istotę. Jeśli ja mogłem ją znaleźć z taką łatwością, to inne potwory mogły uczynić to samo. Długo nad tym myślałem, ale w końcu uświadomiłem coś sobie. Było takie miejsce, które od dłuższego czasu omijałem. Nie wiedząc czemu, czułem do niego jakąś niechęć. Uznawszy, iż tam może być bezpieczniej, złapałem pozbawioną świadomości postać w ramiona. Następnie podniosłem ją i czym prędzej ruszyłem do celu.
Dotarcie do niego było kwestią kierowania się tam, gdzie najbardziej nie chciałem iść. Takim sposobem znalazłem się w miejscu, które wydawało mi się znajome. Przede mną znajdował się budynek, którego akustyka mówiła mi, iż kiedyś już w nim byłem. Nie mogłem sobie jednak za nic przypomnieć kiedy i dlaczego. Mając ważniejsze sprawy na głowie, zignorowałem to poczucie i postanowiłem znaleźć jakieś miejsce dla śpiącej w mych ramionach osoby. Zbliżyłem się więc do drzwi i wtedy coś mnie uderzyło. Nie mogłem przekroczyć ich progu. Choćbym nie wiem jak się starał, stałem bez najmniejszego ruchu. Dodatkowo im mocniej pragnąłem dostać się do środka, tym silniej moje ciało chciało od niego uciec. W końcu się poddałem i położyłem niesioną istotę w progu. Kolejno pchnąłem ją do wnętrza i począłem czekać, aż się ocknie.
Nie wiem jak długo to robiłem, ale miałem wrażenie, iż zbyt długo. Co gorsza jedyne co się działo, to słabe serce z każdą chwilą spowalniało coraz bardziej. Nie mogłem pozwolić, by się zatrzymało, choć nie rozumiałem dlaczego. Pierwszą mą myślą, było przyniesienie jakiegoś serca i pożywienie nim nieprzytomnej osoby. Szybko odrzuciłem ten pomysł. Nie chciałem skazywać kogoś na tak podły los jak mój. Pozostawało mi więc skupić się na nieprzyjemnych dla mnie dźwiękach i mieć nadzieję, iż takim sposobem znajdę coś co mogłoby pomóc.
Błąkając się po nieprzyjaznym świecie słuchałem głosu mego głodu, każącego znaleźć mi coś do jedzenia. Już dawno zdążyłem zapomnieć o istocie, której miałem pomóc. Na powrót stałem się bezmyślna bestią kierowaną prymitywnymi żądzami. Byłem jednak jakiś nieswój. Cały czas coś dręczyło mój umysł, tylko nie mogłem dociec, cóż to było. Niemal wariując od tego uczucia, doszedłem do wniosku, iż jego źródłem jest dzwonienie, brzmiące niczym pisk, które gnębiło me uszy. Rozwścieczony postanowiłem udać się w kierunku, z którego ono do mnie dochodziło.
Dlatego chyba przemierzałem korytarze jakiegoś rozległego budynku. Łkanie, które uderzało me uszy, przyciągało mnie do siebie budząc w mym sercu to kruche uczucie. W końcu udało mi się dotrzeć do pomieszczenia, w którym znajdowało się źródło tego dźwięku. Wkroczywszy do niego, usłyszałem wątły krzyk i odgłos upadającego bezwiednie ciała. Po tym nastała cisza, przerywana jedynie przez powolne uderzenia serca. Przez chwilę wsłuchiwałem się w ten odgłos, czekając reakcji wystraszonej osoby. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Dziwne. Nie wiedziałem, iż w tej rzeczywistości można stracić przytomność. Starając się być jak najbardziej ostrożny, zbliżyłem się do bijącego serca, by uświadomić sobie jak kruche ono się wydaje. Przerażony tym faktem, postanowiłem coś uczynić. Cóż jednak? Na pewno musiałem przenieść gdzieś tą istotę. Jeśli ja mogłem ją znaleźć z taką łatwością, to inne potwory mogły uczynić to samo. Długo nad tym myślałem, ale w końcu uświadomiłem coś sobie. Było takie miejsce, które od dłuższego czasu omijałem. Nie wiedząc czemu, czułem do niego jakąś niechęć. Uznawszy, iż tam może być bezpieczniej, złapałem pozbawioną świadomości postać w ramiona. Następnie podniosłem ją i czym prędzej ruszyłem do celu.
Dotarcie do niego było kwestią kierowania się tam, gdzie najbardziej nie chciałem iść. Takim sposobem znalazłem się w miejscu, które wydawało mi się znajome. Przede mną znajdował się budynek, którego akustyka mówiła mi, iż kiedyś już w nim byłem. Nie mogłem sobie jednak za nic przypomnieć kiedy i dlaczego. Mając ważniejsze sprawy na głowie, zignorowałem to poczucie i postanowiłem znaleźć jakieś miejsce dla śpiącej w mych ramionach osoby. Zbliżyłem się więc do drzwi i wtedy coś mnie uderzyło. Nie mogłem przekroczyć ich progu. Choćbym nie wiem jak się starał, stałem bez najmniejszego ruchu. Dodatkowo im mocniej pragnąłem dostać się do środka, tym silniej moje ciało chciało od niego uciec. W końcu się poddałem i położyłem niesioną istotę w progu. Kolejno pchnąłem ją do wnętrza i począłem czekać, aż się ocknie.
Nie wiem jak długo to robiłem, ale miałem wrażenie, iż zbyt długo. Co gorsza jedyne co się działo, to słabe serce z każdą chwilą spowalniało coraz bardziej. Nie mogłem pozwolić, by się zatrzymało, choć nie rozumiałem dlaczego. Pierwszą mą myślą, było przyniesienie jakiegoś serca i pożywienie nim nieprzytomnej osoby. Szybko odrzuciłem ten pomysł. Nie chciałem skazywać kogoś na tak podły los jak mój. Pozostawało mi więc skupić się na nieprzyjemnych dla mnie dźwiękach i mieć nadzieję, iż takim sposobem znajdę coś co mogłoby pomóc.
Błąkając się po nieprzyjaznym świecie słuchałem głosu mego głodu, każącego znaleźć mi coś do jedzenia. Już dawno zdążyłem zapomnieć o istocie, której miałem pomóc. Na powrót stałem się bezmyślna bestią kierowaną prymitywnymi żądzami. Byłem jednak jakiś nieswój. Cały czas coś dręczyło mój umysł, tylko nie mogłem dociec, cóż to było. Niemal wariując od tego uczucia, doszedłem do wniosku, iż jego źródłem jest dzwonienie, brzmiące niczym pisk, które gnębiło me uszy. Rozwścieczony postanowiłem udać się w kierunku, z którego ono do mnie dochodziło.
*****
Komentarze
Prześlij komentarz