Sprawa Żaka - Fragment XXXIX
Śniłem,
czy nie śniłem? Oto było jedyne pytanie zaprzątające mój umysł. Wszystko wkoło
wydawało się takie normalne. Z kawy na stole ulatniała się delikatna para.
Niedokończone jedzenie na talerzu zdążyło już wystygnąć. Światło wpadało przez
okno jak każdego dnia. Czy było coś co mogło pomóc mi odróżnić rzeczywistość od
snu? Szczerze w to wątpiłem, aczkolwiek szukałem czegoś takiego.
– Zimno… – mruknąłem, czując
gęsią skórkę, zalewającą me ramiona.
Momentalnie przestałem
przejmować się rzeczywistością i wstałem z krzesła. Ruszyłem ku szafie, aby
wyciągnąć z niej bluzę. W zasadzie było to dziwne. Ta cisza. Mimo, iż była tu
cały czas, to jakoś nie zwracałem na nią uwagi.
– Bardzo dziwne… – wydałem z
siebie, dotarłszy do celu.
Właśnie miałem sięgać na górną
półkę, na której to znajdowały się bluzy, gdy niespodziewanie usłyszałem
wyraźne miauczenie. Zdziwiony tym wydarzeniem, obróciłem się i spojrzałem w
stronę jego źródła. Przekonałem się, iż był nim rudy kot, stojący w lekko
uchylonych drzwiach wyjściowych.
– Dziwne… – rzuciłem –
Myślałem, iż jest zimno na polu.
Zbliżyłem się do niego i już
miałem łapać za klamkę, by otworzyć przejście, gdy powiew chłodu przebiegł
przez me plecy. Był on na tyle niecodzienny, iż całkowicie pochłoną mą uwagę.
Obróciłem się więc spodziewając się sam nie wiem czego. Po tym jak nic mi się
nie ukazało, zwróciłem się z powrotem w stronę kota, który zdążył sobie już
pójść.
– Dziwne… – mruknąłem.
W tym momencie poczułem
kolejny powiew zimna, który był na tyle silny, iż zachwiał moją równowagę. Na
szczęście jej odzyskanie nie stanowiło dla mnie problemu.
– Kochanie! – nagłe zawołanie
znajomego głosu, które pojawiło się tuż koło mego ucha, sprawiło, iż me ciało
zapragnęło się gwałtownie obrócić.
Niestety moja pozycja była
nadal niepewna, przez co zacząłem spadać. Nie był to jednak prosty upadek na
podłogę, gdyż przeczył temu czas, przez który się to działo. Odruchowo
zamknąłem więc oczy i przesłoniłem głowę rękami. Zrobiwszy to, usłyszałem
odgłos rozbijanego szkła i odczułem jak coś rozcina moje przedramiona. Leciałem
z dużą prędkością, nie oczekując uderzenia. To jednak nastąpiło i bynajmniej
nie było delikatne. W momencie spotkania z podłożem wiele kości w mym ciele
złamało się, wydając charakterystyczny dźwięk. Prawdopodobnie razem z nimi
ucierpiały również narządy wewnętrzne. Nie było to jednak coś, co zaprzątało mą
głowę. Po prawdzie nic tego nie robiło. W mym umyśle panowała pustka, a ciało
turlało się po ziemi. Dopiero chwilę po tym jak się zatrzymało, mój umysł
podrzucił mi jedną myśl. Nie mogłem jej jednak wychwycić. Było to efektem
rozlewającego się po mym ciele ciepła, które próbowało się z niego wydostać.
Nie zajęło mu długo osiągnięcie tego celu i wnet zacząłem odczuwać zimno,
jakiego jeszcze nigdy nie czułem.
– Zimno… – wyrwał się cichy
mruk spomiędzy mych ust.
Spróbowałem się poruszyć, ale
żaden mięsień nie chciał mnie słuchać, a jeśli już to robił, zalewał mnie w
odpowiedzi bólem. Nie wiem jak mogłem w ogóle oddychać.
– Zimno… – nie wiedziałem, czy
wypowiadam te słowa, czy wybrzmiewają one tylko w mym umyśle.
Powoli otworzyłem oczy.
Momentalnie mój wzrok zalało zarzucone gwiazdami niebo, z którego spadały
tysiące płatków śniegu. Następnie zacząłem spostrzegać jak granice mej wizji
zalewają się głęboką czerwienią. Nagle pojawiła się jedna, mała myśl, z którą
ma świadomość umknęła. Piękne.
Głośne jęknięcie wyrwało się z mych
ust, manifestując głębokie otępienie. Wpół sennie wyprostowałem mą postawę i
przejrzałem na oczy. Na stole przede mną stała zimna kawa i leżał talerz z
niedokończonym posiłkiem. Przetarłem dłońmi oblicze, poszukując w pamięci
wspomnień, które uświadomiłyby mnie na temat tego jak znalazłem się na krześle.
Niestety te zdawały się nie istnieć. Westchnąłem więc i podniosłem się ciężko.
Trochę kręciło mi się w głowie, to też przeczekałem aż to przeminie. Gdy się to
stało, powolnym krokiem udałem się do łazienki, aby przemyć twarz i zmyć tym
samym sen z powiek. Dotarłszy na miejsce i wykonawszy tę czynność, zacząłem
wpatrywać się w swe odbicie. Przyznam iż dziwnym wydało mi się spoglądanie na
samego siebie, gdy ledwo co powstrzymywałem umysł przed zapadnięciem w sen.
Komentarze
Prześlij komentarz