Upadek: Najgłębszy Strach

 W życiu otrzymałem wiele ran. Z resztą nie ja jedyny. Każdy został kiedyś zraniony. Psychicznie, czy fizycznie. Mniej, czy bardziej. Każdy musiał te obrażenia zaleczyć lub wyleczyć. Chociaż musiał to ciężkie słowo. Istniało bowiem zawsze jeszcze jedno wyjście. Pozwolić ranie stać się śmiertelną. To jednak było zbyt głupie. Przynajmniej dla mnie.
            Nie mogę powiedzieć, iż w ciągu swego życia wybitnie cierpiałem. Rzekłbym, iż poziom mego cierpienia był typowy. Jak każdy ileś razy oberwałem od rodziców, znajomych i przypadkowych ludzi na ulicy. Jak każdy doświadczyłem bólu przegranej, zdrady, śmierci, rozstania, czy czegokolwiek podobnego. Nie przypominam sobie żadnych złamań, choć kilka razy coś sobie wybiłem. Za to trochę więcej miałem ran ciętych. Ogólnie rzecz biorąc nic nadzwyczajnego. Jak każdy również chorowałem. Może na trochę inne choroby, ale jednak.
            Większość obrażeń zadanych memu ciału goiło się samoistnie. Niestety z ranami psychicznymi nie było tak łatwo. Z tymi musiałem zacięcie walczyć przez wiele lat, tylko po to, by móc je jedynie zaleczyć. Właśnie… zaleczyć. Niestety pewnych rzeczy nie mogłem się wyzbyć nie ważne jak bardzo bym pragnął.
            Pośród wszystkich zadanych mi przez los ran, jedna krwawiła bez ustanku. Jej cień podążył za mną nawet do tego pozbawionego wyrazu świata. To ona sprawiała, iż zaszyty w kącie jakiegoś budynku, wpatrywałem się w żółto-pomarańczowy płomień lamy i konając z głodu, czekałem aż czarna maź, pompowana przez me sczezłe serce, zasklepi dziurę w mej klatce piersiowej.
            Raną tą był strach. Nie jednak taki zwykły. Paniczny strach przed śmiercią, który w nocy nie pozwalał mi spać, a w dzień uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Nie wiem kiedy i dlaczego się go nabawiłem. Pamiętam tylko, iż towarzyszył mi już od dziecka i określał sposób w jaki odbierałem rzeczywistość. Pamiętam, iż chciałem, by ktoś pomógł. Niestety szybko przekonałem się, nikt nie był w stanie tego zrobić. Dlatego też walczyłem z nim sam. Cierpiąc przy każdej porażce, nie mogłem modlić się o koniec, gdyż właśnie on był tym, czego się bałem.
            Ostatecznie nigdy nie wygrałem. Nauczyłem się jedynie nie wpadać w spiralę przerażenia, która nawet teraz próbowała mnie pochłonąć.

*****

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI