Upadek: Wrota
Nikłe światło zawieszonej na
kosturze lampy, ledwo co rozpraszało nieprzeniknioną ciemność napierającą ze
wszystkich stron. Nie miało to żadnego znaczenia, gdyż wcale nie było ono
potrzebne do odnalezienia ofiar, których serca można byłoby pożreć. Dobrze by
jednak było, gdyby świeciło nieco mocniej. Pozwoliłoby to być może dowiedzieć
się czemu w miejscu, w którym znalazła się krępa istota, dominował dźwięk wody.
Tak jednak, było to niemożliwe.
Poza tym światło to, ułatwiało
nawigowanie po zatopionym w odcieniach szarości świecie. Dzięki niemu
pożerający serca potwór mógł wędrować jak daleko zechciał. Ze względu na jego
słabość znów się jednak zgubił. Nie miał pojęcia gdzie jest i bezmyślnie parł
przed siebie.
Tak zawędrował do ogromnych wrót.
Różniły się one od mówiących drzwi tym, iż były większe i nie widniało na nich
żadne oblicze, a jedynie wymyślne wzory. Poza tym wzbudzały w nim pragnienie
otwarcia ich. Wyciągnął więc swą szponiastą dłoń w ich stronę, lecz nim zdążył
ich dotknąć, usłyszał donośny dźwięk powietrza przepływającego przez nozdrza.
Od razu rozpoznał, iż jego źródłem, było coś dużego i groźnego. Czując, iż jest
niczym w porównaniu do tego czegoś, cofnął swą kończynę i ostrożnym krokiem
ruszył w kierunku, z którego przyszedł.
Komentarze
Prześlij komentarz