Upadek: Wrota

Nikłe światło zawieszonej na kosturze lampy, ledwo co rozpraszało nieprzeniknioną ciemność napierającą ze wszystkich stron. Nie miało to żadnego znaczenia, gdyż wcale nie było ono potrzebne do odnalezienia ofiar, których serca można byłoby pożreć. Dobrze by jednak było, gdyby świeciło nieco mocniej. Pozwoliłoby to być może dowiedzieć się czemu w miejscu, w którym znalazła się krępa istota, dominował dźwięk wody. Tak jednak, było to niemożliwe.
            Poza tym światło to, ułatwiało nawigowanie po zatopionym w odcieniach szarości świecie. Dzięki niemu pożerający serca potwór mógł wędrować jak daleko zechciał. Ze względu na jego słabość znów się jednak zgubił. Nie miał pojęcia gdzie jest i bezmyślnie parł przed siebie.
            Tak zawędrował do ogromnych wrót. Różniły się one od mówiących drzwi tym, iż były większe i nie widniało na nich żadne oblicze, a jedynie wymyślne wzory. Poza tym wzbudzały w nim pragnienie otwarcia ich. Wyciągnął więc swą szponiastą dłoń w ich stronę, lecz nim zdążył ich dotknąć, usłyszał donośny dźwięk powietrza przepływającego przez nozdrza. Od razu rozpoznał, iż jego źródłem, było coś dużego i groźnego. Czując, iż jest niczym w porównaniu do tego czegoś, cofnął swą kończynę i ostrożnym krokiem ruszył w kierunku, z którego przyszedł.

*****

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI