Upadek: Ja

Symfonia kroków, uderzeń kostura, skrzypienia lampy i dzwonienia przedziwnego owocu jak zawsze przeszywały przestrzeń. Tym razem ich melodia miała zdecydowanie wolniejsze tempo. Wydawało się jakby z każdą chwilą coraz bardziej zbliżała się ku swemu końcowi. Zupełnie jak ledwo tlący się płomień, nie mający już siły wytworzyć nic, poza niewielkim okręgiem światła.
            Nadal nic a nic nie martwiło to istoty, snującej się w poszukiwaniu serc, mogących na moment zaspokoić okropny głód, który ją męczył. Pochłonięta nim w ogóle nie zauważała, iż ciągłe ich pożeranie, coraz bardziej zamieniało ją w taki sam posąg jakim były jej ofiary.
            Oczywiście w końcu by się o tym przekonała, gdyby nie ostrze miecza, które niespodziewanie cięło powietrze, a z nim jej ciało. To wydarzenie momentalnie zwaliło ją z nóg. Leżąc na ziemi i obserwując jak płomień jej lampy bezpowrotnie gaśnie, wsłuchiwała się w odgłos bijącego serca, wydzieranego z jej piersi. Przy jego wyciąganiu czuła, jakby ściągany z niej był okropny ciężar, z którym znikało również zamglenie umysłu. To zaś pozwoliło na powrót dawno zagubionej świadomości.
            To ja. Nagle to do mnie dotarło.
            To ja byłem tym potworem snującym się po świecie w celu zaspokojenia głodu. To ja teraz zalegałem z rozległą raną na ziemi, wsłuchując się w dźwięki pożerania jednego z moich serc.
            Czyżby to mój koniec? Przebiegło mi przez głowę. Jeśli tak, to byłem pechowcem, iż właśnie w tym momencie wybudziłem się z ogarniającego mnie marazmu.
            Nie mogłem się jednak bardziej mylić, gdyż w chwili, gdy me serce zostało pożarte, przestrzeń rozświetlił niebieski płomień, którego cząstka powędrowała do zaległej niedaleko, zgaszonej lampy, by wypełnić ją żółto-pomarańczowym światłem. To wszystko pozwoliło mi dostrzec wijącą się po podłożu mgłę, która z wolna znikała. Naraz uświadomiłem sobie co się stało. Postać o wielkiej kruczej czaszce odnalazła mnie i pożarła jedno z moich serc. Tylko dlaczego?
            Bardzo pragnąłem poznać odpowiedź na to pytanie, lecz wiedziałem, iż mimo zadanej mi rany, muszę się podnieść i znaleźć sobie jakąś kryjówkę. Inaczej narażony byłem na czarny śnieg i istoty, które chciałyby wykorzystać moją słabość.

*****

Komentarze

  1. Piszesz ciekawie, ale bardzo krótkie są te części. Pisz dłuższe. I zmień wygląd, bo to czarne tło zniechęca i utrudnia czytanie, pozdrawiam

    blog youtube

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI