Wąpierzyca - Fragment VI

Starzec nie mylił się. Z każdym dniem czuła się coraz lepiej. Nie dość, iż jej umysł wydawał się pracować sprawniej, to zaczynała przyzwyczajać się do swego nowego wyglądu. Jedynie nawyknięcie do swego głosu nie szło jej zbyt dobrze, gdyż nie miała zbytnio okazji z nikim rozmawiać.
     Korzystając z przybywających sił postanowiła zapoznać się z budynkiem, w którym się znajdowała. Ku swemu zaskoczeniu odkryła, iż był on dość pokaźnych rozmiarów. Największym pomieszczeniem był rozległy salon, z którego można było dostać się do korytarza lub dwóch pomieszczeń. Jedno z nich służyło do przyjmowania ludzi, a drugie spełniało rolę gabinetu zabiegowego. Korytarz zaś zawierał cztery pokoje, z których w dwóch stało po sześć łóżek, a w pozostałych tylko po jednym. Oczywiście każdy z nich poprzedzony był niewielkim przedsionkiem. Przeszedłszy na tyły trafiało się do nieco mniejszego pomieszczenia, w którym znajdowały się drzwi do magazynu, kuchni i sali, przygotowanej do przeprowadzania poważniejszych operacji. Tu też znajdowały się schody prowadzące do piwnicy, oddzielonej od reszty domostwa potężnymi, stalowymi drzwiami. Do tego pomieszczenia nie miał wstępu nikt, prócz właściciela przybytku. Została o tym poinformowana, gdy raz próbowała się do niego dostać.
     Oprócz tego wszystkiego istniało jeszcze drugie piętro. Dostęp do niego był jedynie z zewnątrz. Dowiedziała się, iż jest to część mieszkalna, gdy odzyskawszy siły, została do niej przeniesiona. Nie wiedziała dlaczego jest tak traktowana, aczkolwiek szybko doszła do wniosku, iż jakimś sposobem została niewolnicą pana tego domu. Nie było w tym jednak nic złego, gdyż jak zdążyła to dawno wydedukować, jej nowy właściciel był lekarzem, a jeszcze z żadnym, choć w życiu spotkała tylko trzech, przykrych wspomnień nie miała. Z radością więc powitała swoje nowe życie.
     Ponieważ począwszy od urodzenia praktycznie cały czas spędziła w zapyziałym burdelu na kompletnym odludziu, nie potrafiła zbyt wiele. Na szczęście jej pan był cierpliwy i niezwykle pomocny. Nie karcił jej za błędy i pomagał z każdym zadaniem, póki nie nauczyła się go wykonywać. Dzięki temu w przeciągu miesiąca przyswoiła sobie gdzie co się znajduje, co należy do jej obowiązków i jak powinna reagować w danych sytuacjach.
     Oprócz gotowania posiłków, za które brała się, gdy pan domu był zbyt zmęczony, aby robić to samemu, głównie sprzątała i pomagała przy pacjentach. Ci zaś pojawiali się dość regularnie. W większości ich problemy były niewielkie, choć zdarzały się rzeczy poważniejsze jak zwichnięcia, rany głębokie, czy złamania. Choć niektóre z tych przypadków przywodziły na myśl złe wspomnienia, nie miała problemów z asystowaniem przy nich. Jedynie operacje przeprowadzane na tyłach domostwa, były dla niej zbyt wielkim wyzwaniem. Raz próbowała w takiej uczestniczyć, co skończyło się dla niej atakiem paniki i utratą przytomności.
     Przez kilka miesięcy żyła prosto i spokojnie. Niemal jak we śnie. Niestety nie mogło to trwać w nieskończoność i przyszedł czas, gdy zaczęła dostrzegać przybywającego nierzadko i pod osłoną nocy osobnika. Trudno było go zignorować, ze względu na aurę jaką wokół siebie roztaczał i fakt, iż za każdym razem przywoził ze sobą pokaźnych rozmiarów skrzynię. Ta zaś trafiała do piwnicy na kilka lub kilkanaście dni, by również w ciemną noc zostać odebrana.
     Pomimo tego jak bardzo podejrzane się to wydawało, dziewczyna starała się ignorować te wydarzenia. Zdarzyło się jednak, iż po jednej z takich wizyt coś nie dawało jej spokoju. Udała się więc do piwnicy, która ku jej zaskoczeniu nie była zamknięta. Wkroczyła więc do jej wnętrza i niemal zemdlała. Korytarz, w którym się znalazła, wypełniony był ilością energii magicznej, którą powinno dać się wyczuć na odległość co najmniej kilkudziesięciu kilometrów. Ewidentnie musiała znajdować się tu jakaś bariera, która nie pozwalała jej wyciekać. Przyzwyczaiwszy się nieco do panujących warunków, zaczęła przeć przed siebie. Co chwile mijała jakieś pomieszczenia, które stanowiły magazyny, pracownie i kto wie co jeszcze. W końcu dotarła do pokoju, który stanowił źródło krążącej w przestrzeni energii. Stojąc przed prowadzącymi do niego drzwiami wahała się, czy nie lepiej byłoby wrócić na górę i zapomnieć o tym wszystkim. Życie jednak nie było takie proste. W momencie, w którym tu zeszła, nie było odwrotu. Zebrała więc w sobie odwagę i wyciągnęła rękę ku klamce. Nim jej jednak dotknęła, usłyszała przeraźliwy krzyk. Skłamałaby, gdyby stwierdziła, iż nigdy takiego nie słyszała, albowiem nie tylko słyszała, ale niegdyś też podobny z siebie wydała. Momentalnie jej umysł przywołał sceny seksualnych tortur i wszystkie odczucia z nimi związane. Nie wiedząc kiedy straciła siłę w nogach i upadła.
     – Cholera! – usłyszała z wnętrza pokoju, uświadamiając sobie, iż przestrzeń znów zalana została ciszą.
     Przerażona zapragnęła uciec, aczkolwiek jej ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Zaczęła się więc czołgać ku wyjściu. Nie oddaliła się zbytnio, gdy zorientowała się, iż została usłyszana. Domyśliła się tego po odgłosach kroków, które poprzedziły otwarcie się przejścia do pomieszczenia, z którego wcześniej dobiegł wrzask.
     – Mówiłem ci, abyś nigdy tu nie schodziła! – wrzasnął zdenerwowany mężczyzna, na którego nie zwracała żadnej uwagi.
     Bardziej przejmował ją obraz zdeformowanego ciała leżącego na kamiennym stole, który dojrzała przez rozwarte drzwi.
     – Ale… – zdołała wydukać.
     Lekarz skierował wzrok tam gdzie ona i szybko się opamiętał. Zamknął przejście i zbliżył się do niej.
     – To nie twój problem – oświadczył, po czym podniósł ją i zaniósł na schody.
Tam pozostawił ją z obietnicą, iż za niedługo do niej przyjdzie. Następnie wrócił do piwnicy, tym razem pamiętając o zamknięciu stalowych drzwi na klucz. Dziewczyna nie słyszała jednak co do niej powiedział. W ogóle nie miała pojęcia co się dzieje. Jej świadomość od dobrej chwili znajdowała się w innym miejscu. Świadczyły o tym jej rozwarte szeroko oczy, powiększone źrenice, tachykardia, szybkie oddechy, zlewne poty i drżenia mięśni. Na szczęście, gdziekolwiek jej umysł był, nie zabawił tam długo, gdyż nagle straciła przytomność i osunęła się bezwładnie.


                                                                             *****

Wąpierzyca - Fragment V                            Wyrwane Strony                      Wąpierzyca - Fragment VII

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI