Demon: Fragment 4
W końcu docierasz na jeszcze lepiej zabezpieczony przed złymi
mocami teren domostwa. Masz zamiar skierować swe kroki ku wnętrzu budynku,
aczkolwiek zauważywszy nieopodal studnię, ruszasz w jej kierunku. Znalazłszy
się przy niej zaczynasz realizować kolejny głupi pomysł, który ktoś był skłonny
ci szepnąć. Napełniasz więc wiadro wodą i wyciągasz je ku powierzchni. W końcu
łapiesz je w swe dłonie i oblewasz się lodowatą wodą. Momentalnie tracisz
oddech, cały drętwiejesz i niemal zwala cię z nóg. Do tego okrutny ból świeżej
rany zdwaja swą siłę. Dygocząc z zimna zaciągasz gwałtownie nieco powietrza
nosem.
– Poranny spacer? – dochodzą do ciebie słowa, po których
następuje charakterystyczny dźwięk zębów zaciskających się na drewnie.
Odwracasz się, by
ujrzeć swojego rozmówcę, którym okazuje się być ojciec twej lekarki.
– Dzień dobry. – odpowiadasz – Tak jakby.
– Okrutna rana. – mówi starzec wskazując na ciebie swoją fajką.
– Przewróciłem się w rzece. – mówisz i uśmiechasz się przyjaźnie.
– Lepiej pokaż to naszej pani doktor. – radzi znów wgryzając się w drewno fajki, a odchodząc oświadcza jeszcze – Pomożesz mi, gdy się tym zajmiesz.
– Oczywiście. – odrzekasz, a następnie odprowadziwszy rozmówcę wzrokiem, ruszasz do wejścia do budynku mieszkalnego obok.
– Okrutna rana. – mówi starzec wskazując na ciebie swoją fajką.
– Przewróciłem się w rzece. – mówisz i uśmiechasz się przyjaźnie.
– Lepiej pokaż to naszej pani doktor. – radzi znów wgryzając się w drewno fajki, a odchodząc oświadcza jeszcze – Pomożesz mi, gdy się tym zajmiesz.
– Oczywiście. – odrzekasz, a następnie odprowadziwszy rozmówcę wzrokiem, ruszasz do wejścia do budynku mieszkalnego obok.
Gdy tylko
przekraczasz jego próg twe uszy atakuje dźwięk roztrzaskującej się porcelany.
Oczy zaś zalewa obraz zaszokowania i przestrachu.
– Co…?! – blondwłosa kobieta nie może wypowiedzieć całego
zdania.
– Wywróciłem się w rzece.– wyjaśniasz jak gdyby nigdy nic.
– Gdzie?! – obecne emocje zaczynają ustępować złości.
– Wywróciłem się w rzece.– wyjaśniasz jak gdyby nigdy nic.
– Gdzie?! – obecne emocje zaczynają ustępować złości.
Nie odpowiadasz.
Dobrze wiesz, iż nie powinieneś brnąć dalej w tej rozmowie. Na szczęście
kobieta chyba też tego nie pragnie, gdyż łapie cię za rękę i prowadzi do
kuchni.
– Musimy to odkazić i opatrzyć. – stwierdzając to,
koncentruje swe myśli jedynie na twojej ranie, odrzucając na moment wszystko
inne.
Godne podziwu.
Przynajmniej dla ciebie. Ty od razu pragnąłbyś odpowiedzi. Zanurzyłbyś się w
szczegółach. Ona zaś potrafi odrzucić to co zbędne, by zająć się
najważniejszym. Zaprawdę cudowna z niej osoba. Podczas, gdy ty rozmyślasz o
wspaniałości jej osoby, twoja rana zostaje opatrzona.
– Dziękuję. – mówisz
bardziej z przyzwyczajenia, niż z wdzięczności.
– Krew zmywa się na zimno. – słyszysz nagle za sobą głos gospodyni, która
właśnie wkroczyła do pomieszczenia.
Na te słowa przeszywa
cię frustracja, a wyobraźnia podsuwa podły śmieszek jakiejś wrednej istoty.
– Warto wiedzieć… – mruczysz cicho ironicznym tonem, a
następnie wstajesz i zaczynasz oddalasz się na tyle szybko, iż żadne słowa nie
są w stanie cię zatrzymać.
Przekroczywszy
próg drzwi, biegniesz do pokoju, gdzie znajdują się twe bagaże. Bierzesz
stamtąd jakieś suche ciuchy, wciągasz je na siebie uprzednio ściągnąwszy co mokre i wybiegasz na zewnątrz, by poszukać starszego
mężczyzny, z którym wcześniej wymieniłeś kilka zdań.
– Panie starszy! – wołasz zobaczywszy go.
– Szybko poszło panie młody. – odpowiada ci, a następnie zbliżywszy się do
ciebie podaje ci do rąk skórzane zawiniątko – Trzymaj i chodź.
Po tym rusza w
kierunku lasu. Ty zaś podążasz za nim. Idziecie w ciszy, a ty zaciekawiony badasz
to, co trzymasz w dłoniach.
– Dłuta i młotki? – zapytujesz nie wiedząc do czego może to
wam posłużyć.
– Idziemy sprawdzić runy. Prawdopodobnie któreś się już zatarły. – otrzymujesz
wyjaśnienie.
– Prawdopodobnie? – ten wyraz wzbudza w tobie zainteresowanie, które odczuwasz
jakby ktoś wewnątrz ciebie nieco się przestraszył.
– Ostatnio wyczułem jakąś zmianę. – odpowiada starzec.
– Jesteś medium? – z każdym kolejnym pytaniem niepokój w tobie rośnie.
– Moja babka była silnym medium. Ja jedynie czuję czasem rzeczy. – oświadczenie
to, uspokaja cię całkowicie.
– Twoja rodzina otrzymała od Pana taki dar? – wypytujesz dalej.
– Raczej przekleństwo. – po tej wypowiedzi pojawia się zbyt długa pauza –
Większość przez niego spłonęła.
– Przykro mi… – rzucasz, choć nie czujesz nic, a pragnąc zmienić nieco tory
rozmowy zagajasz – Wyczuwasz coś w ludziach?
– Tylko, gdy ktoś czymś mocno emanuje. Jednakowoż wtedy najczęściej widać to na
pierwszy rzut oka, więc to nic specjalnego. – tłumaczy rozmówca.
Po tych słowach
rozmowa się kończy, gdyż żadna myśl nie wydaje się być na tyle odpowiednia, by
ją wypowiedzieć. Kroczycie więc w milczeniu, aż nie docieracie do smukłego i
wysokiego kamienia, na którym wyryta jest runa. Nie stwierdziwszy u niej żadnych
mankamentów, od razu zaczynacie iść ku kolejnej z nich.
– Kiedyś zastanawiałem się dlaczego Zakon zaadoptował runy. –
odzywasz się nagle – W końcu wywodzą się one z pogańskich wierzeń.
– I do czego doszedłeś? – starzec zapytuje bardziej przyzwalając ci na
mówienie, niż będąc ciekawym.
– Okazuje się, iż w runach drzemie pewna siła. Chroni ona przed wpływem zła.
Niby znaki naszej wiary czynią to samo, lecz gdy krucyfiks uchroni tego, który
go nosi, tak runy stworzą rozległą barierę. Dlatego się ich nie wyzbyliśmy.
Idealnie nadają się do ochrony większych obszarów. Poza tym niektórzy twierdzą,
iż ich moc jest większa. Poza tym trudno się wyzbyć czegoś co jest niezwykle
zakorzenione w kulturze. Nawet teraz niektórzy odruchowo rysują przed sobą
runy, miast się przeżegnać. – mówisz, a w czasie kiedy to robisz docieracie do
drugiej runy, którą sprawdzacie.
Komentarze
Prześlij komentarz