Demon: Fragment 5


     Przypatrujesz się z zainteresowaniem starszemu mężczyźnie, który mimo niewielkiego pojęcia stara się ocenić jej stan. Ewidentnie ma świadomość, iż coś jest nie tak. Świadczy o tym jego zamyślenie i gładzenie się po swym wąsie. Niestety nie jest do końca pewien co i boi się, iż gdy chwyci za dłuto, zepsuje coś. W końcu jednak wzdycha i wyciąga ku tobie dłoń.

– Podaj mi narzędzia. – mówi, a gdy je otrzymuje, rozwija zawiniątko i w jedną dłoń bierze dłuto, a w drugą młotek.

     Przykłada wszystko do skały i wykonuje lekki zamach. Nie jest on pewny, a raczej pełen zawahania. Kiedy jednak uderza, wszystkie wątpliwości znikają na rzecz myśli: „Prędzej, czy później i tak by się to zepsuło.”. Tak stalowy przedmiot uderzając o kamień, odłupuje jego kawałki poprawiając niknący zarys runy. Z każdym zaś uderzeniem czujesz jak bariera was otaczająca kruszy się i traci swą stabilność, a nawet nabiera nieco wypaczenia. W tym momencie ogarnia cię poczucie pogardy. Nie jest ono twoje, aczkolwiek zalewa całą twą duszę. Powodem tego jest starzec, którego talent jest tak znikomy, iż kierowanie się nim to jak rzucanie się w przepaść z minimalną szansa na przeżycie. Irytacja zaczyna w tobie narastać, aż przeradza się w istną furię. Coś w tobie naprawdę nie potrafi zdzierżyć kogoś, kto swą niekompetencją niszczy kunszt run. Masz ochotę zabić człowieka przed sobą, ale w ostatnim momencie opanowujesz się i klepiesz go po ramieniu.

– Być może ja spróbuję? – proponujesz, a nieco roztrzęsiony i zmartwiony osobnik momentalnie przekazuje ci narzędzia okazując ulgę.
– Mam wrażenie, iż kiedy byłem młodszy lepiej mi to szło… – wzdycha odsuwając się.

     Po tym wyciąga z kieszeni fajkę, napełnia ją tytoniem i odpala za pomocą zapałek dobytych z połów swej kamizelki. Nie mija chwila, a zaczynasz słyszeć odgłos drewna stukającego o zęby. Po tym następuje długi i głośny wydech, z którym najprawdopodobniej wydobywa się z płuc biały dym. Ty zaś w tym czasie gładzisz palcami zepsutą runę starając się pojąć zawiłość energii przez nią przepływającą. Podczas tego czujesz jakbyś postępował krok wstecz, oddając władzę nad swoim ciałem komuś innemu. Wnet w twym umyśle pojawia się zarys, który twe ręce zaczynają przekuwać w czyn. Po chwili budzisz się z transu, w którym na moment utknąłeś i spoglądasz na swe dzieło. Jesteś oniemiały. Taki wzór widziałeś jedynie w jednym miejscu. Nagle pojawia się u ciebie ukłucie strachu. Z łatwością uczyniłeś coś, co dla samego Magistra byłoby wyzwaniem. Upadasz więc ciężko na ziemię zastanawiając się, cóż takiego się z tobą nagle stało. Jeszcze tydzień temu nie byłeś w stanie zorientować się w swym najbliższym otoczeniu, a teraz nagle mistyczna energia, do której dostęp mają jedynie najwyżsi kapłani, stoi przed tobą niczym otwarta księga.

– Synu… – słyszysz nagle zadziwiony głos twego towarzysza – Jak ty to zrobiłeś?

     Pytanie to zbija cię z tropu. Czyżby starzec znał się jednak na runach i tylko udawał? Nie… To nie możliwe. Więc co? Na szczęście odpowiedź przybywa do twych uszu nim nadążasz z zadaniem zapytania.

– Odczułem nagle jakby taką… Ulgę. Jak gdyby całe napięcie gdzieś zniknęło. – mówi zafascynowany.
– Musiałem nauczyć się run na zajęcia… – wymyślasz na szybko jakąś wymówkę, która nie brzmi dla ciebie zbyt przekonująco.
– Dobry Bóg cię nam zesłał! – słyszysz radosny okrzyk, po którym następuje polecenie  – Chodźmy. Zobaczysz do wszystkich.

     Na te słowa uśmiechasz się, czując jak wypełnia cię ogromna dumna odpędzająca wszelakie rozmyślania. Podnosisz się więc, zbierasz narzędzia w zawiniątko i spoglądając na mężczyznę mówisz:

– Pójdźmy więc.
– Tak, tak. – mówi ten, wystukując z fajki tytoń i chowając ją do kieszeni.

     Wraz z tym rusza w kierunku kolejnej runy, a ty podążasz krok za nim. W połowie drogi dziwne przeczucie każe ci spojrzeć w stronę lasu. Na pierwszy rzut oka nic tam nie dostrzegasz, ale wpatrzywszy się między drzewa, twoim oczom ukazuje się jakiś ruch. Jego szybkość jednak nie pozwala ci na domyślenie się, przez jaką istotę został on popełniony. Pojawia się u ciebie uczucie, iż to coś nie do końca dobrego, ale zrzucając to na presję ostatnich wydarzeń, wmawiasz sobie, iż to zapewne była jakaś sarna, czy zając. Z tym przekonaniem powracasz do swego aktualnego zadania.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI