Dysonans


Tyś dziewczyno moim ideałem!

~Brak reakcji~

No co?
Ech…
Znów myślisz, iż kłamię?
Iż sobie tak tylko mówię?
Słowa na wiatr rzucam?
Cudownie…
Czy coś się złego stanie, gdy za prawdziwość uznasz me zdanie?
Nie odpowiadaj!
(Nie jesteś w tym najlepsza)

No to jeśli miałbym Ci udowodnić…
(Bo wasz gatunek tylko tego oczekuje)

Jesteś pierwszą myślą, gdy wstaję
(O drugiej w nocy
Wybudziwszy się z koszmaru
Z tachykardią
Cały przepocony
Z łezką w oku wspominam dni, gdy mój sen był  niezakłócony)

Gdy Cię nie ma, świat mój jakiś taki pusty się staje
(Dosłownie
Cała przestrzeń westchnieniem ulgi się staje
Jakby wszystkie problemy umknęły w niwecz
I oddychać jest łatwiej
Ciężar Twej osoby dzięki Bogu na długo się nie ostaje)

Gdy zaś jesteś, me serce chce z piersi się wyrwać
(W zasadzie jesteś drugim po mej chorobie powodem, który mnie zabija
Lecz wracając do serca
Ja również jak ono pragnę uciekać
Jeny…
Ty nawet nie pojmujesz jak ciężko przy Tobie wystać)

Rozmowa z Tobą jest niczym kawy popijanie
(Piętnastej z kolei
Gdy dwadzieścia siedem godzin temu było spanie
Siedząc przy ścianie tekstu
Walcząc z całych sil z wycieńczeniem
I odruchem wymiotnym…
A kiedy tak się te słowa studiuje
Człowiek krzyczy monologi wymyślne
By w odpowiedzi dostać ciszę)

Dotyk zaś Twój niczym muskanie piórka
(Jak mnie to niezmiernie wkurwia!
Już nawet nie potrafię sformułować dlaczego…
Choć czekaj
Wyobraź sobie, iż siedzisz w ławce z niedorobionym kolegą
Piszesz bardzo ważne kolokwium
A on szturcha Cię bez przerwy
Pyta o każde zadanie
Nie, abyś debilowi kartki specjalnie nie podsuwała
Więc z dobroci serca rzucasz mu jedno zdanie
I zostajesz wyrzucona
Wszystko szlag trafia
Ty robisz w tanim markecie
A w telewizji wieczorem na stołku premiera
Widzisz tego durnia)

Sposób w jaki myślisz mnie onieśmiela
(Wybacz, ale tracę już panowanie nad sobą jasna cholera
To się po prostu w głowie nie mieści
By osoba Twego pokroju
Rysująca się na inteligencję w społecznych klasach
Była tak…
Tego się nawet nie da opisać słowami
Wszelka logika tutaj upada
A empatia to tylko marazm w ukryciu
Nawet Ty mylisz go z emocjami)

Nie mogę nie wspomnieć o Twej kulturze
(Gdyby ona istniała
Może i zostałbym na dłużej
Wybacz, ale jest sytuacja, gdy człek zasady świadomie łamie
I jest ta, w której nie pojmuje on ich wcale
Zgadnij, której jesteś przykładem
Albo Cię uświadomię
Twoje rozmyślanie nigdy nie idzie w dobrą stronę
Tej drugiej moja droga
Nawet dla mnie istnieją jakieś podstawy
Dla Ciebie zaś liczy się to, co w danej chwili jest wygodne
Nie dość, iż nie trzymasz się zasad
To wymagasz tego od innych
Jestem tym niezwykle zdegustowany
I oświadczam Ci, iż człowieczeństwa jest to niegodne)

Argumentów Twej idealności
Niezliczone mam ilości
Czy mam więc dalej wymieniać?
Czy mam się produkować?
Nadal starać się pojęcie Twe zmieniać?

(Weź powiedz nie
Błagam
Ja już naprawdę nie domagam)


*****

Szary Wolumin

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zjawa - Fragment XI

Zapalniczka Króla Zła

Zjawa - Fragment VI