Cóż było na myśli autora?
Zadajmy sobie jedno proste, choć skomplikowane pytanko. Cóż
takie autor miał na myśli, gdy pisał…
„Gramofonu dźwiękiem,
który zalał świat
Ciało utonęło w dywanie
Wzrok utoną w suficie wraz”
Jakież myśli musiały tłoczyć się w jego głowie? Na pewno rozmyślał
o cielesności i związanym z nią wysiłkiem dni doczesnych. Stąd przecie tonięcie
ciała. Dywan to oczywiście synonim odurzenia. Zapewne alkoholowego lub też, co
bardziej prawdopodobne, tego oferowanego przez psychotropy. Wzrok zaś to zawiła
nieco sprawa, lecz tutaj przecież opuszczamy już ciało, gdyż jak wiemy oczy są
odbiciem duszy. Dostajemy więc wiadomość o duchu, który umyka z ciała, ku
osiągnięciu wiecznego spokoju. Jednakowoż na jego drodze pojawia się sufit.
Gdzie zaś sufit tam ściany i podłoga. Dedukujemy więc, iż wszystko odbywa się w
pomieszczeniu. To miejsce, w którym dusza napotyka na przeszkodę symbolizuje
zapewne więzienie ciała, z którego nie tak łatwo jest uciec. Po tym poznajemy, iż bohatera utworu coś
przykuwa do życia i nie pozwala mu go opuścić. W tym momencie możemy tylko
spekulować na temat powodu, aczkolwiek czyż nie byłoby pięknym, gdyby była to
miłość? Aczkolwiek nie przystawajmy przy tym zbyt długo. Mamy przecie jeszcze
jeden wers do przeanalizowania. Mówi on nam o dźwięku, czymś co go powoduje i
fakcie, iż zalewa on świat. Wpierw zajmijmy się gramofonem, który reprezentuje
przywiązanie do przeszłości. Autor zdecydowanie chce nam przekazać, iż bohater
wspomina swe dawne, tu zgaduję, dziecięce lata, kiedy wszystko było o wiele
prostsze i pełne radości. Urządzenie to też zwraca naszą uwagę na
charakterystyczne „zakłócenia” tudzież „szumy”. Słychać je, gdy igła przesuwa
się po winylu, ale istnieją one również w życiu jako rozpraszający odgłos
otoczenia, który mimo, iż istnieje, nie zwraca naszej uwagi. W końcu
przechodzimy do samego dźwięku. Dźwięk to jak wiemy wibracje powietrza, które
docierają do naszych uszu. Te zaś wibracje niosące ze sobą zakładam pieśń
rezonują z duszą, nadając jej energii tak niezbędnej do próby umknięcia. Dźwięk
sam w sobie jest czymś wspaniałym. Czymś co definiuje, definiowało i definiować
będzie ludzi i ich kulturę. Także nad jego ogromnym wpływem nie trzeba się
produkować. Tak docieramy do faktu, iż dźwięk ten wypełnia świat. Mamy tu
oznajmiane, iż jest to jedyny bodziec, który przebija się do odległego od
rzeczywistości umysłu bohatera. Musimy więc zadać sobie pytanie, cóż takiego
spowodowało ten stan rzeczy? Choć lepiej byłoby zapytać przed czym bohater
ucieka. W końcu jeśli poświęca się w pełni dźwiękom, musi to być z powodu
uszczerbku emocjonalnego. Kończąc te rozważania musimy zwrócić uwagę na
tragiczną, jak również fantastyczną sytuację bohatera wiersza, zawieszonego
pomiędzy światem żywych i umarłych. Autor ewidentnie zwraca nam tu uwagę na
nieistotność teraźniejszości, a także na obietnicę wieczności, z których żadne
nie jest w stanie w pełni pochłonąć bohatera. Ten więc miota się między nimi w
niekończącym się cierpieniu.
Cudownie. Zaprawdę wymyślnie. To jest jedna z zalet
odrębności umysłów. Każdy widzi to, co chce. Albowiem cóż miałem na myśli, gdy
pisałem te słowa? Szczerze powiedziawszy nic. Pusta męczyła mą świadomość, a
jedyna myśl, która się pojawiła, gdy wers się utworzył była bardzo prosta.
Cytując samego siebie: „Ależ to jest głupie.”. Tak więc dziękuję za uwagę.
Kłaniam się nisko całej publiczności i znikam z tego teatru mych alter ego,
gdyż kolokwium z genetyki zbliża się nieubłagania, a ja umiem zbyt mało, by
zaspokoić ambicje tych, którzy we mnie wierzą.
Komentarze
Prześlij komentarz