Demon: Fragment 8
– Co myślisz o mojej córce? – pada niespodziewane pytanie, na
które w twym umyśle urzeczywistnia się totalna pustka.
– Jest dobrym lekarzem. – rzucasz z braku pomysłu.
– A prywatnie? – kobieta drąży temat.
– Prywatnie? – zapytujesz sam siebie, chcąc dać sobie nieco czasu, a podczas
tego spoglądasz przez okno na zewnątrz – Urodziwa z niej i inteligentna
dziewczyna. Opiekuńcza i… kochana. Wydaje się być dobrym materiałem na żonę.
Chociaż praca pochłania większość jej czasu.
Zdając sobie
sprawę, iż mógłbyś to powiedzieć o kimkolwiek i nadal mieć racje, poszukujesz w
umyśle jakiejś informacji, którą mógłbyś spersonalizować.
– Jakiś lekarz się za nią ugania. Albo to rezydent? Młody
tak, czy siak. Patrząc na jej zachowanie raczej nie jest w jej typie. – mówisz
zadowolony w z siebie w duchu.
– A ty? – pytanie zbija cię z tropu.
– Co ja? – rzucasz jedynie w
myślach, a gdy chcesz to wypowiedzieć, dostajesz sprostowanie.
– Jesteś w jej typie?
– Nie sądzę. – odrzekasz prędko – Jak już to się przejęła mną jako pacjentem.
– Dlatego tak na ciebie patrzy? – głośne uderzenia noża o deskę do krojenia,
zagłuszają nieco to zdanie.
Nie odpowiadasz.
Miast tego zaczynasz żałować, iż jednak nie wyszedłeś z tego pomieszczenia. Nie
masz ochoty na rozmowę na ten temat. Głównie dlatego, iż twoje zainteresowanie
leczącą cię kobietą jest niezwykle nikłe. Mimo to musisz wybrnąć z sytuacji, w
której się znalazłeś.
– Znam swoją córkę i widzę co jej chodzi po myśli. – stwierdza
rozmówczyni, a następnie odwraca się do ciebie i wskazując cię nożem dodaje –
Nie chciałabym, aby ktoś ją skrzywdził.
– Ja również. – odpowiadasz odruchowo.
– Cieszę się, iż się rozumiemy. – oświadczyła z uśmiechem, wracając do swego
zajęcia.
– Ja także się raduję… – rzucasz chcąc wstać, gdy nagle znajomy głos zadaje
pytanie.
– Z czego?
Błyskawicznie
obracasz głowę w stronę, z której ono dochodzi i dostrzegasz opartą o framugę
drzwi blondynkę w dresach i za dużej koszulce.
– Z pobytu tutaj. Cudowne miejsce. – odpowiadasz jej tak
płynnie, jakbyś planował to od roku.
– W takim razie ja też się cieszę. – rzuca radośnie.
W tym momencie
zapada chwila ciszy. Uznajesz to za dobry moment i wreszcie podnosisz się z
krzesła. Następnie ruszasz ku wyjściu, gdy nagle łapie cię okropny ból w
mostku. Zginasz się nieco i wydajesz z siebie wyraźne stęknięcie.
– Nic ci nie jest? – zaniepokojona lekarka, zbliża się do
ciebie.
– Nie. Tylko trochę boli. – mówisz, wracając do pionu.
– Bierzesz leki, które ci dałam? – dostajesz zapytanie okraszone odpowiednim
tonem.
– Oczywiście. – rzucasz, nie mając pojęcia o jakie leki może chodzić – Tylko
dziś zapomniałem. Pójdę po nie do pokoju.
Po tym
stwierdzeniu, zaczynasz iść w zamierzonym kierunku, pozostawiając swoje
rozmówczynie same ze sobą. Dotarłszy do pokoju, zaczynasz przetrząsać swe
bagaże, gdzie znajdujesz kieszeń z różnymi medykamentami. Spoglądając na ich
nazwy starasz się przypomnieć sobie, który jest tym w tej chwili istotnym. Nie mogąc
do tego dojść, bierzesz którykolwiek i zażywasz jedną tabletkę. Następnie
siadasz na podłodze i wzdychasz ciężko. Ból zaczyna przechodzić. Zaczynasz więc
myśleć nad swoim życiem i podczas tego wpadasz na pomysł, aby przejść się na
spacer. Uznając, iż i tak nie masz nic lepszego do roboty, podnosisz się na
proste nogi i zaczynasz kierować się ku wyjściu z domostwa.
Komentarze
Prześlij komentarz